9 grudnia 2011

Listy do M.

 Tak. Wybrałam się na ten film do kina. Dzięki namowom koleżanki zasiadłam w wygodnym fotelu i z niecierpliwością czekałam, aż wreszcie skończą się reklamy ("Pokaż kotku co masz w środku" mnie kompletnie nie zaciekawiło, żarty bez sensu, raczej nie polecam), ludzie przestaną rozmawiać i zacznie się polska produkcja, która ponoć "ma mnie zadziwić". Czy się udało? Mam mieszane uczucia...

 Kompletnie nie znałam fabuły przed seansem. Spodziewałam się kolejnej nudnej komedii, która niczym specjalnym się nie wyróżnia. Przeżyłam miłe (małe) rozczarowanie. Film utrzymany jest oczywiście w świątecznym nastroju, wszędzie choinki, śnieg, prezenty, zdenerwowani ludzie i wielkie zamieszanie. Całość składa się z paru przezabawnych historii, z dużą porcją miłości i nutką nieporozumień. Wszystko dzieje się 24 grudnia, w Wigilię.

 Mikołaj jest radiowcem, samotnie wychowuje syna Kostka (uwielbiam go po prostu!). Rano podczas audycji otrzymuje telefon od Doris, która podaje się za Audrey. Ta stwierdza, że święta są bez sensu, miłość nie istnieje i z pewnością w tym dniu poogląda filmy i poleży w łóżku. Myślicie, że to koniec? Tak naprawdę to dopiero początek... Szczepan jest psychologiem, który najczęściej prowadzi negocjacje z osobami, próbującymi popełnić samobójstwo. Opanowany, zdradzany przez żonę, sam postanawia skoczyć z budynku. Na szczęście Opatrzność nad nim czuwa i ląduje na ciężarówce przewożącej choinki. Chyba musiał uderzyć się w głowę, gdyż postanawia wszystko zmienić i stać się przykładnym mężem i ojcem. Czy mu się to uda? Mel Gibson (nie, to nie żart) pracuje jako Mikołaj w centrum handlowym, ma przygodne romanse z bogatymi wdowami czy też zajętymi kobietami. Czy w końcu wyrośnie z roli małego chłopczyka i znajdzie partnerkę na całe życie? Wladi to przystojny 35-letni mężczyzna, który prowadzi wypożyczalnię kostiumów. Nie utrzymuje bliskiego kontaktu ze swoimi rodzicami. Ci mają mu za złe, że nie przedstawia im żadnej dziewczyny. Chcą, aby przyszedł z kimś na kolację wigilijną. Czy ich życzenie się spełni? Wojciech i Małgorzata są osobami wykształconymi, świetnie zarabiającymi (mają ładny dom!). Pewnego dnia mężczyzna spotyka na stacji benzynowej dziewczynkę - Tosię, która płaci za jego ciastko. W drodze do Warszawy, widzi jak ta idzie poboczem, sama na totalnym pustkowiu. Postanawia zabrać ją ze sobą. Czy wraz z przybyciem na miejsce ich drogi się rozejdą? Betty to siostra Małgorzaty, która spodziewa się dziecka. Kto jest ojcem? Dlaczego ojciec Wladiego ją śledzi? Wszystkie te zagadki zostaną rozwiązane, jeżeli tylko zobaczycie film!

 Nie chcę nikomu psuć frajdy z oglądania, ale kiedyś już widziałam całkiem podobną produkcję i nazywała się Love actually (To właśnie miłość) z przystojnym Hugh Grantem. Wątek praktycznie ten sam, historie może trochę się różnią. Nawet plakaty są do siebie bardzo podobne, producenci nie wykazali się inwencją twórczą czy wyobraźnią:
 Jednak muszę przyznać, że "kotlet został odgrzany w całkiem przyzwoity sposób", tragedii nie ma. Bardzo zadziwił mnie Maciej Stuhr, który nigdy jakoś nie zachwycał. W tym filmie wygląda po prostu świetnie! Nie wiem czy to kwestia ubrań, fryzury czy roli jaką odgrywał, ale z pewnością jestem na plus, chcę nawet więcej! Doris, którą grała Sylwia z "Sali samobójców" też sobie nieźle radzi. Poza tym ma charakterystyczny głos, dzięki czemu nigdy nie zostanie pomylona z inną aktorką, gdyż jest bardzo podobna do Magdaleny Walach.

 Film polecam, jeżeli ktoś lubi święta, tą całą otoczkę i nie będzie zwracał uwagi na niektóre niedociągnięcia w fabule (o ile się w niej nie zgubi). Listy do M. mają nas rozbawić, a nie uczyć. Mimo to, można powiedzieć, że jest to dobra polska produkcja i jest jeszcze szansa dla naszego kina. Mam zamiar się wybrać na Big love (zachęciła mnie reklama przed jednym z seansów). Jednak wracając do tematu - jeżeli lubisz Po prostu miłość, to dzieło Mitji Okorn również powinno przypaść ci do gustu.

13 komentarzy:

  1. jej, zbieram się od niedawna, by obejrzeć ten film, a teraz jeszcze bardziej mnie zaciekawił po przeczytaniu twojej opini ;) więc dzisiaj wieczorem mam co robić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niektórzy twierdzą, że "Listy do M." są także podobne do "Walentynek" ;) 1 dzień, akcja dzieje się między różnymi parami. Także polecam, jeśli nie oglądałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no u mnie niestety nie świeci :( jest strasznie ponuro.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie oglądałam :) Ale sądzę, że się kiedyś zabiorę za ten film. Jak na razie nie mam czasu..:P

    OdpowiedzUsuń
  5. film jest bardzo fajny , buduje miłą atmosfere , tylko szkoda że tak nie dzieje się w prawdziwym życiu.
    buziaki
    http://beeautifullly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. ja na ten film od dłuższego czasu pragnę iść ale chyba jednak będę musiała go obejrzeć w internecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. co?
    wcale nie jest znosnie.jest zimno
    a tak to przynajmnije zdjecia by byly ladne:)
    buziak

    OdpowiedzUsuń
  8. muszę kiedyś zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie tez się film spodobał... taki sympatyczny i miły... a jak tylko zobaczyłam plakat to od razu przyszło mi na myśl Love Actually

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie jestem fanką 'komedii romantycznych', szczególnie tych polskich, ale Listy do M., pomimo kilku niedociągnięć o których wspomniałaś, urzekły mnie nieco, ciepły, ładny film, nawet kilka łez uroniłam ;)

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj, a jeżeli ci się podoba mój blog - dodaj go do obserwowanych. Będę niezmiernie szczęśliwa.

P.S - MÓJ BLOG TO NIE SŁUP OGŁOSZENIOWY!