26 października 2010

Jesienna miłość, Nicholas Sparks / Szkoła uczuć.

 
W obliczu Boga oraz wszystkich obecnych przyrzekłem jej miłość i oddanie w chorobie oraz zdrowiu i nigdy jeszcze nic nie sprawiło mi takiej satysfakcji.
Był to, pamiętam, najpiękniejszy moment w moim życiu.
 
- Nicholas Sparks 
Jesienna miłość

 Niedawno miałam okazję przeczytać książkę Nicholasa Sparks'a - "Jesienna miłość", na podstawie której nakręcono znany wszystkim film "Szkoła uczuć" z Mandy Moore i Shane West'em. Powiem szczerze - jedyne co łączy te dwa dzieła to wątek miłości między złym chłopakiem, a córką pastora umierającą na białaczkę. Tu podobieństwa się kończą.

 W takim razie co je różni? 
 1. W książce, ojciec Landona jest kongresmanem, który cały czas przebywa na delegacjach, rzadko jest  w domu. Natomiast w filmie jego tata nie mieszka z nim (po rozwodzie z matką), ma nową partnerkę, chłopak nie chce z nim rozmawiać (do czasu...).
 2. Autor opisuje Jamie jako dziewczynę o blond włosach, która ciągle spinała je w kok. Mandy jest brunetką, więc kolejna niezgodność.
 3. W publikacji, Landon zapisuje się dobrowolnie na zajęcia kółka teatralnego, gdyż ta opcja bardziej mu pasuje, aniżeli zajęcia chemiczne. Ponadto Jamie namawia (a raczej prosi) go o to, aby zagrał główną rolę, gdyż dla niej to ważne przedstawienie.W filmie zostaje do tego zmuszony, kara za spożywanie alkoholu na terenie szkoły.
 4. Każdy zapewne pamięta scenę ślubu, kiedy piękna Jamie kroczy w kierunku Landona, a jej serce wypełnia cudowne uczucie. Bullshit! W dziele Sparks'a ledwo udaje jej się dojść do ołtarza przy pomocy swojego ojca, robi nawet sobie przerwę w połowie drogi. 
 5. Co najważniejsze, wydarzenia w książce rozgrywają się w latach jesień 1958 - wiosna 1959, a  w filmie raczej ukazane są lata współczesne.
 Dodane wątki: wypadek Geparda, zainteresowanie Jamie astrologią, lista życiowych celów, kłótnia ze znajomymi.

 Jak widać, historie bardzo się różnią, ale porozmawiajmy o samej fabule. Jak dla mnie to jest o tonę cukru za dużo! Wiem, że pan Nicholas S. chciał stworzyć książkę dla nastolatek, które będą stawiać miłość Landona i  Jamie za wzorcową i marzyć o tym, aby im się takie uczucie przydarzyło. I chyba mu się udało, skoro 99% społeczeństwa oglądało "Szkołę uczuć". Bardzo dobre posunięcie panie Nicholasie!

 Wracając do wątku fabuły... Historia jest po prostu nierealna jak dla mnie! Zły chłopak, który co chwilę pakuje się w kłopoty, nagle zakochuje się po uszy w świętej córce pastora, na którą nikt nie może złego słowa powiedzieć! Zmienia się dla niej, przeżywają razem wspaniałe chwile, aż tu nagle główna bohaterka umiera na białaczkę (o ironio!). Wiadomo, że w przyrodzie musi być równowaga, więc za nadmiar szczęścia, który uzyskali, musi spotkać ich coś złego. Ale w sumie, jeżeli Jamie nie byłaby chora na białaczkę, książka (i film) nie wzruszałaby tylu ludzi, o nie.

 A teraz pytanie, które wszystkich nurtuje: "Co lepsze - książka czy film?" (coś w stylu "co było najpierw - jajko czy kura?). Znam wiele przypadków, w których to ekranizacja znakomitych książek okazała się totalna klapą. W tym przypadku jest inaczej! Pomimo paru różnic (wypisanych wyżej), film także jest dobry (na swój sposób). Ciężko jest mi powiedzieć co lepsze, gdyż ekranizacja i publikacja mają swój osobny klimat. A wszystko zależy już tylko od gustów, które jak wiadomo są różne.

 Ulubiony moment? W filmie spodobała mi się scena, gdy Landon godzi się ze swoim ojcem, do którego pałał nienawiścią, nie chciał z nim rozmawiać, miał mu za złe, że zostawił matkę. Większość z was zapewne zdziwi się, dlaczego nie jakiś słodki fragment z Jamie... Powiem tak: moment, w którym chłopak godzi się ze swoim tatą jest najlepszym dowodem na to, że jednak się zmienił.

 Jestem przekonana, że oglądaliście film "Szkoła uczuć", dlatego zachęcam was do przeczytania książki Nicholasa Sparks'a - "Jesienna miłość", który liczy około 200-stu stron, więc spokojnie zapoznacie się z całą treścią w jedno, góra dwa popołudnia.
Minęło już czterdzieści lat i wciąż pamiętam dokładnie tamten dzień. Jestem być może starszy i mądrzejszy, przeżyłem być może od tamtej pory szmat innego życia, wiem jednak, że kiedy nadejdzie w końcu mój czas, wspomnienie tego dnia będzie ostatnim obrazem, jaki pojawi się pod moimi powiekami. Wciąż ją kocham, widzicie, i nigdy nie zdjąłem z palca obrączki. Przez wszystkie te lata nigdy nie miałem ochoty tego zrobić.
Oddycham głęboko, nabierając w płuca świeżego wiosennego powietrza. Chociaż zmienił się Beaufort i zmieniłem się ja, powietrze jest wciąż takie samo. To powietrze mojego dzieciństwa, powietrze moich siedemnastych urodzin i gdy wypuszczam je w końcu z płuc, mam znowu pięćdziesiąt siedem lat. Ale to nieważne. Uśmiecham się lekko, podnosząc wzrok ku niebu, świadom jeszcze jednej rzeczy, której wam nie wyjawiłem: swoją drogą, wierzę teraz, iż cuda się zdarzają.

- Nicholas Sparks
Jesienna miłość

Ocena: 6/10

3 komentarze:

  1. nie zgadzam się z Twoją opinią, że historia ta nie jest realna. Znam kilka przypadków, kiedy to ktoś umiera z powodu choroby, a ukochana osoba nie może się z tym pogodzić. Książka ta opowiada naprawdę piękną historię miłości, która jest możliwa. I każdy człowiek może się zmienić jeśli tego pragnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele historii może być prawdopodobnych:) Nie czytałem książki, ale przypuszczam, że też czuł bym, pewien niedosyt ,zaraz po obejrzeniu filmu.Fragment książki brzmi zachęcająco. Myślę, że zajrzę i przeczytam koniecznie, chociażby dla porównania ekranizacji i weryfikacjji faktów. Ładnie napisany tekst. Pozdrawiam Jarecki Journalist

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj, a jeżeli ci się podoba mój blog - dodaj go do obserwowanych. Będę niezmiernie szczęśliwa.

P.S - MÓJ BLOG TO NIE SŁUP OGŁOSZENIOWY!