4 listopada 2011

Zawód: hater.

 Spotkać ich można wszędzie. W szkole, pracy, autobusie, na forum internetowym. Z wyglądu niepozorni, niczym specjalnym raczej się nie wyróżniają. Mimo to, na wszystkim się znają, żadna tematyka nie jest im obca, ba, można rzec, że są specjalistami w każdej dziedzinie. W sumie nie wydaje się to takie złe, dopóki nie spotkają na drodze kogoś z odmiennymi poglądami. Wtedy broń się kto może i uciekaj jak najdalej!

 Nie urodził się taki, który by wszystkim dogodził. Zawsze znajdą się osoby, którym "coś" będzie przeszkadzać. Zapytacie pewnie o "co" chodzi - nie wiem, takowe persony chyba także nie byłyby w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Najważniejsze jest, aby wyrzucić z siebie cały jad, zabłysnąć ironią z bash'a, poczuć się dobrze i zrealizować plan na owy dzień. Nie mnie oceniać czy ambitny, bo zapewne zaraz posypały się komentarze, że "jak ja śmiem zarzucać komuś lenistwo"?! Do tego cała litania. I nie wiesz, czy się chwali czy żali.

 Najbardziej bawią mnie hatersi w internecie. Jest nawet określenie na takie osoby, ale powstrzymam się od przytoczenia go tutaj, gdyż jest zbyt niekulturalne, nawet porównując pod względem tego jak czasem naruszam granicę. Mimo to wracając do głównego tematu: często bywa, że w sieci (dzięki "anonimowości"), ludzie przywdziewają maski, przecież mogą być kim tylko chcą. Wiele z nich krytykuje osoby, którym zazdroszczą (raczej mały procent), które wystają ponad ich normy i wartości ("a ona nie chodzi do szkoły/kościoła!", "a ona nie ma kota!"), wyróżniają się czymś lub po prostu są i już za to mają przechlapane i powinni na kolanach po grochu na Częstochowę pędzić.

 Jako przykład najlepiej podać Justina Biebera, który po prostu jest znienawidzony przez duży odsetek ludności. Do mnie chłopak nie przemawia, jego muzyka również, ale niech sobie koncertuje i tworzy kolekcje lakierów - jego sprawa. Wydawałoby się proste, prawda? Otóż nie! Tak naprawdę całe to zamieszanie wokół niego spowodowane jest przez antyfanów, którzy nie przepuszczą okazji, aby się z niego ponabijać, zarzucić brak talentu, urody i nowego Jelly Watch'a. Naprawdę nie wiem co on im takiego zrobił. Udało mu się spełnić marzenia, robi to co lubi, ale nie - muszą znaleźć się persony, które będą go krytykować za wszystko. Jednakże same nie ruszą czterech liter sprzed komputera, bo przecież ich życie jest najbardziej "fascinejting".

 Niektórzy twierdzą, że Polacy są zawistni. Poniekąd jest to już cecha narodowa. Czy naprawdę jesteśmy takim krajem? Owszem, znamy się na wszystkim najlepiej (szczególnie polityce, religii i piłce nożnej). Często ludzie określają czyjąś pracę jako "dno, muł i wodorosty". Aktorom, piosenkarzom i innym artystycznym duszom zarzucają brak talentu. Argument "to sam zrób lepiej" już nie działa, bo odpowiedź zazwyczaj brzmi: "jestem od oceniania, mam do tego prawo". Szkoda, że zazwyczaj nie korzystają z przywileju zachowania milczenia.

 Warto rozwinąć temat polskiego rynku muzycznego. Owszem, jest malutki i hermetycznie zamknięty. Pytanie: dlaczego? Każda młoda aspirująca gwiazda zostaje "zniszczona" zarzutami o brak talentu, beznadziejną muzykę (i teksty), do tego dochodzą bogaci rodzice i odpowiednie kontakty. Później się dziwimy, że w tv non stop te same osoby, jeżeli uzdolnieni ludzie wyjeżdżają za granicę, gdzie łatwiej jest zrobić karierę. Przecież w USA co jakiś czas pojawia się (przypadkiem) odkryta gwiazda. A kiedy u nas mieliśmy okazję zobaczyć/usłyszeć kogoś nowego?

 Na do widzenia przedstawiam wam tekst piosenki, której nie radzę słuchać, chyba, że ktoś lubuje się w "hardstyle". Mimo to, słowa jak najbardziej pasują do poruszanego tematu:

You wake up in the morning, and you hate
You go to sleep at night, and you hate
You breathe, you hate
When you eat, then you hate

So keep hating, cause the more you hate, the more that it motivates

You got jobs being a hater
So you know what; keep doing your job
And I love haters!
Yeah! 


 Wiem, że ten artykuł niczego nie zmieni, bo przecież "mnie on nie dotyczy". Przypomnij sobie o nim, gdy po raz kolejny będziesz chciał skrytykować czyjąś pracę za nic, po prostu dla zasady, "bo tak". I dobra rada na przyszłość: jeżeli wierzysz w karmę to masz przechlapane!

HATERS GONNA HATE

21 komentarzy:

  1. love this post, and also your blog! I follow you!
    pass to my blog and follow me too if it likes you! ;D
    xoxo
    http://francescagiusti.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przytoczyłaś przykład Biebera. A pamiętasz może c działo się kilka lat temu? Tokio Hotel. Ten przykład bardziej do mnie przemawia, ponieważ byłą wielką fanką tego zespołu (swoją drogą, dziś też słucham czasami ich niektórych piosenek ;)). To było w pierwszej klasie gimnazjum, więc już dość dawno temu (prawie sześć lat), pamiętam niewynikającą z niczego nienawiść do tych chłopaków i odbijanie się tego a mnie ("jeśli miałbym coś w tobie zmienić, to to, że słuchasz TH" - słowa jednego z kolegów z klasy).
    I wiesz co? Po JB też znajdzie się ktoś, kto będzie przeszkadzał "tym mającym rację". Tu chodzi o samą nienawiść, nie o to, kogo się nienawidzi. Przecież gdzieś trzeba się wyładować -.-. Żałosne. Kiedy mnie ktoś irytuje po prostu go omijam, nie śledzę nowinek z jego życia i nie chce mi się o nim rozmawiać. Niektórzy wolą pielęgnować w sobie niechęć... Kto co woli.

    OdpowiedzUsuń
  3. też nie przemawia do mnie Bieber :::
    obserwuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż, zgadzam się z tobą. A Bieber jest mi obojętny, jak dla mnie nie zasługuje na to co ma, ale robię swoje i po prostu ignoruję jego istnienie. Szkoda, że niektórzy tak nie potrafią, zamiast dbać o siebie, hejtują innych i chcą sprowadzić ich do swojego poziomu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny wpis. Zgadzam się z tobą w 100%, Polacy są naprawdę zjadliwi. Mi się wydaje, że to z zazdrości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z tym w 100 % Gdy ktoś się wybije i spełni marzenia zawsze znajdzie się osoba która będzie go krytykować i wgl -.- to jest strasznie smutne i chamskie ale cóż ...przecież ,,ich to nie dotyczy ''

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, szczerze powiedziawszy twoja notka dała mi do myślenia. Hejterzy są wśród nas, zawsze o tym wiedziałam, jednak nigdy nie myślałam, że mogę mieć coś z nimi wspólnego, a jednak ! Wystarczy, że przytoczyłaś przykład JB. Choć nie do końca nie trawię go za nic, to jednak mogłabym trochę dać na wstrzymanie. Aczkolwiek są osoby, których nie lubię od tak, po prostu, a nic mi nie zrobiły.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki :)
    Oh tak <3 Miałam rok przerwy i jak na treningu zaczęłyśmy układ, to poczułam się taka szczęśliwa znowu tańcząc, cholernie mi tego brakowało !

    OdpowiedzUsuń
  9. ten artykul jest genialny, w calosci do mnie przemawia... znam bardzo wielu takich ludzi, spotykam ich kazdego dnia, od tej pory wezme sobie to do serca;)

    OdpowiedzUsuń
  10. tez mialam watpliwosci, ale w ostatecznosci sie zdecydowalam i nie zaluje, bo sa to jedne z najwygodniejszych butow, jakie mam;)

    OdpowiedzUsuń
  11. dziękuję Ci bardzo!! :*
    Masz rację, częściej krytykujemy niż chwalimy...

    OdpowiedzUsuń
  12. skad ja to znam, haterzy są tacy denerwujacy ;/

    OdpowiedzUsuń
  13. masz talent do pisania, zdecydowanie :)
    co do haterów - nie da się ich pozbyc, nie da się zmienic. Zawsze będą, póki trwa doba internetu - tam w końcu jest najłatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  14. jejku Bieber! nigdy go nie szanowałam i szanować nie będę..

    OdpowiedzUsuń
  15. ja do biebera nic nie mam.glos jakis tam ma..ale go nie lubie..nie slucham jego muzyki
    buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tam lubię Biebera.Całkiem niezły gość z niego.Piosenki też wpadają w ucho.

    +obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wygodne ale cholernie wywrotne trzeba uważać ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. wkoncu mi sie cos naprawilo i moge obserwowac.wiec obserwuje z wielka przyjemnoscia:)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie dlatego wybaczam temu kotu wszystko, co robi. nawet szramy na rękach, które dla obcych ludzi wyglądają jakbym się cięła. Czemu nie mogłabym go ze sobą zabrać? Jest jeszcze za mały i za bardzo nieprzewidywalny. Nie chcę się musieć tłumaczyć dlaczego pogryzł dywan, obsikał ścianę, albo śpi na koleżance. Wykastruje go za cztery miesiące, może się uspokoi i wtedy będzie bardziej nadawał się do przeprowadzki...

    Nie wiem, czy mam problem z usamodzielnieniem, ale zawsze mówiłam (nawet, kiedy miałam sześć lat, kiedy wszyscy chcieli być "duzi"), że chcę być dzieckiem. Poza tym, jeśli nie ma takiej konieczności, wolałabym nie narażać rodziców na koszty wynajmu i utrzymania. Jasne, mogłabym iść d pracy, ale to mijałoby się z celem przeprowadzki (w końcu chodziłoby o to, żebym nie traciła czasu na dojazdy i nie męczyła się siedzeniem sześć godzin na korytarzu). A przeprowadzić się tylko po to, żeby spróbować jak to jest z dala od rodziców jakoś mi się nie spieszy.

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj, a jeżeli ci się podoba mój blog - dodaj go do obserwowanych. Będę niezmiernie szczęśliwa.

P.S - MÓJ BLOG TO NIE SŁUP OGŁOSZENIOWY!