24 sierpnia 2013

Koncertowo #1!

 Kochani, wiem, że dawno mnie tu nie było! Jednak musicie zrozumieć, że potrzebowałam tej miesięcznej przerwy, dla siebie. Zależało mi na tym, aby zregenerować siły, nabrać nowych pomysłów na prowadzenie bloga, by nadal było to moją pasją, a nie nudną monotonią. Powracam naładowana pozytywną energią, liczę, że niektórzy czytelnicy nadal są ze mną. Poniżej krótka relacja z dwóch koncertów (podzieliłam je na części) na których miałam okazję być w przeciągu... czterech dni! Uwielbiam tak szalone i zwariowane tempo, wtedy czuję, że żyję. Niektórzy może nie przepadają za masowymi imprezami... w sumie ich strata.

 Jeszcze do teraz nie wierzę, że miałam okazję być na tym koncercie. Gdy bilety trafiły do sprzedaży, mój kochany portfel (jak na złość!) świecił pustkami. Liczyłam, że przez kilka dni uda mi się coś wykombinować i zdobędę być może ostatni (aby dodać dramaturgii) bilet. Niestety, rozeszły się one tak szybko, że mogłam o wyjeździe do Łodzi tylko pomarzyć. Przeglądałam jeszcze jakieś aukcje na allegro, ale tam ceny wynosiły ok. 800zł... jak nie więcej. Ze stratą się pogodziłam, do tematu myślami nie powracałam... do czasu. Jak więc uzyskałam przepustkę na koncert SOAD? Kilka dni przed eventem, a dokładnie 10 sierpnia - znajoma zrezygnowała z wyjazdu i odsprzedała mi bilet. Spontaniczna, a zarazem szybka decyzja, stwierdziłam, że tylko raz się żyje!

 13 sierpnia czekała mnie pobudka po 4 (rano, żeby nie było), pomimo iż jestem strasznym śpiochem, wstałam bez problemów, bo wiedziałam, że za kilkanaście godzin zobaczę ich na scenie! Pociąg o dziwo przyjechał bez opóźnienia, podróż minęła w miarę przyjemnie i o godzinie 13 powitał mnie napis: Łódź Kaliska. Z koleżanką szybko udałyśmy się pod Atlas Arenę, obawiając się tłumów, które liczą na to, że zajmą jak najlepsze miejsce. Im bardziej zbliżałyśmy się do celu, tym większe wątpliwości nas nachodziły: gdzie ludzie? czy to tutaj? a jak przenieśli/odwołali? Trafiłyśmy na oczekujące osoby, największe kolejki były przy osobnym wejściu early entrance - nie dość, że wchodzą szybciej niż reszta, to jeszcze między sobą będą walczyć o miejsce. Prawdziwi fani.

 Pod wejściem numer 16 poznałyśmy świetne persony, każdy był miły, uśmiechnięty. Mimo iż nikogo wcześniej nie znałam, rozmawialiśmy jak dobrzy znajomi. Jest to właśnie specyfiką takich eventów. Pośród obcych osób nawiązuje się taka nić porozumienia, dzielenia wspólnej pasji. Z niektórymi osobami nawet dogadałyśmy się na wspólny after i powrót do domu - w grupie zawsze raźniej. Gdy o 18 nastąpiło zwolnienie blokad (jak w LOTTO), ludzie kulturalnie pobiegli jak te piłeczki w maszynach. Szybki myk na
szatnię i poszukiwanie wejścia na Golden Circle - organizacja była średnia, mogli od razu przy wejściu podzielić na płytę i GG, dawać odpowiednie opaski. Jednak nie warto sobie tym zaprzątać głowy, skupmy się na koncercie! Stałam w drugim rzędzie, ale udało mi się trzymać barierki. Otaczali mnie mężczyźni w skórze i glanach. Support (Hawk Eyes) średnio przypadł mi do gustu, oczekiwałam na gwiazdy wieczoru...

 Wydawało mi się, że mrugnęłam, a gdy ponownie otworzyłam oczy zobaczyłam lekarza nad sobą. Znajdowałam się w karetce. Teleportowałam się czy jak? Po chwili, gdy wszystko zaczynało do mnie docierać, rozpłakałam się jak dziecko. Nie dlatego, że coś mnie bolało w sensie fizycznym. Żal mi było koncertu i miejsca, którego z pewnością nie odzyskam. Ratownik jednak "pocieszył mnie" mówiąc, że wprowadzi mnie ponownie na imprezę - mogli mnie nie wpuścić, gdyż bilet zezwala na jednorazowe wejście. Po tym zapewnieniu trochę odetchnęłam i nie mogłam się doczekać, kiedy znowu wrócę na płytę! Dostałam kilka zaleceń na drogę i wreszcie mogłam zobaczyć cały zespół na żywo! Poszaleć, poskakać, pośpiewać, bawić się razem z innymi fanami. Gdy skończyli grać, liczyłam (chyba wszyscy) na jakiś bis. Każdy stał i z niecierpliwością wpatrywał się w wejście na scenę.. jednak gdy zamiast SOADu wkroczyli dźwiękowcy i zaczęli odłączać kable, każdy stracił nadzieję i udał się w kierunku wyjścia, a tam...

 Kolejna niespodzianka! Członkowie zespołu postanowili wyjść do swoich fanów! Jako pierwszy wyszedł John i skrupulatnie rozdawał autografy, ale niestety kilka metrów ode mnie. Następnie na chwilę pokazał się Daron. Później wyszedł Shavo, stał kilka centymetrów ode mnie! Zdobyłam autograf, ludzie napierali coraz bardziej. Stwierdziłam, że mam co chciałam i nic tu po mnie. Wydostanie się byłoby trudne, gdyby nie jedno hasło: Byłam raz w karetce i nie chcę tam wrócić! Ludzie rozstąpili się jak morze przed Mojżeszem. Poobijana, ale szczęśliwa ruszyłam wraz ze znajomymi w kierunku dworca, aby wcześniej zaopatrzyć się w bilety. Do pociągu mieliśmy jeszcze niecałe pięć godzin.. a więc nocny trip po Łodzi - wielkie dzięki niebiosom za całodobowe stacje benzynowe!

 Koncert z pewnością zaliczam do udanych. Pomijając pobyt w karetce, spanie w drodze powrotnej na przejściu w pociągu, marznięcie w oczekiwaniu na 4:12 - było świetnie! Najlepsze są takie spontaniczne wypady, gdzie praktycznie nic nie jest zaplanowane, a jedzie się z myślą: "jakoś to będzie". Mimo iż do domu wróciłam ledwo żywa po kilkunastu godzinach bez snu, przemarznięta, rozpierała mnie taka energia, że dałam radę posprzątać i pojechać na zakupy... a dopiero potem rzucić się na łóżko. Jak ja za nim tęskniłam!



***
FACEBOOK - fan page rusza na nowo, zapraszam do lajkowania i bycia na bieżąco!
ASK - jeżeli ktoś ma jakieś pytania, coś go interesuje.

11 komentarzy:

  1. świetnie się czyta, witamy po przerwie! ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. w drugim rzędzie? szczęściara

    OdpowiedzUsuń
  3. no to super, że koncert udany :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Drugi rząd nie mając biletu Early Entrance to wielkie szczęście, gratuluję!. Do tego zespół wyszedł do fanów, rzadko zdarza się to na tak wielkich koncertach. Muszą mieć bardzo duży szacunek dla fanów i czerpać przyjemność ze spotkań z nimi :). Bawiłaś się świetnie, wspomnienia na zawsze i to jest najważniejsze!.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najzabawniejsze jest to, że parę osób z Early Entrance stało za mną... :)

      Usuń
  5. Zazdroszczę, choć jakąś wielką fanką SOAD'u nie jestem, ale ogólnie lubię koncerty. Dobrze, że dotarłaś z powrotem na koncert mimo małego wypadku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. i to najwazniejsze ze koncert sie udal ;*
    zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak bardzo ci zazdroszczę! ;( Uwielbiam SOAD i bardzo przeżyłam fakt, że mój pusty portfel uniemożliwił mi zobaczenie ich na żywo. Cóż, żyję myślą, że nadrobię to w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  8. wow jeju ale ci zazdroszcze *____* nie jestem fanką tego zespołu, ale niektóre piosenki są po prostu asdggdh *____*
    obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że już jesteś ;)
    Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj, a jeżeli ci się podoba mój blog - dodaj go do obserwowanych. Będę niezmiernie szczęśliwa.

P.S - MÓJ BLOG TO NIE SŁUP OGŁOSZENIOWY!