15 czerwca 2013

Związki otwarte.

 Był już tekst o zdradzie, który trochę podzielił czytelników, niektórzy sami rozważali, co zrobiliby w takiej sytuacji (nie życzę nikomu!). Jedna z moich znajomych po przeczytaniu postu, stwierdziła, że "idealnym rozwiązaniem na zdradę, to pakowanie się tylko w związki otwarte". Już sama nazwa tego wymysłu mnie trochę bawi. Dlaczego? Otóż związek kojarzy mi się raczej z czymś stałym, pewnymi powiązaniami. Nawet w chemii każdy pierwiastek ma swoją wartościowość i określoną ilość wiązań z innymi pierwiastkami. A jak jest z człowiekiem? Czy decydując się na open relationship ta liczba jest nieograniczona?

 Wiele osób zapewne przyzna rację mojej znajomej. Nie dziwię się, każdy ma prawo do swoich poglądów. Trochę pójście na łatwiznę. Mówisz danej osobie, że możecie się spotykać z innymi, ale niby jesteście "razem". Praktycznie nie obowiązują was żadne zasady. Poniedziałek z Anią, wtorek z Kasią, środa i czwartek wolny, piątek impreza (kto wpadnie, ten będzie), a w sobotę z Magdą. Nadużywana funkcja w telefonie "wyślij do wielu" - sms-y na powitanie, dobranoc czy z propozycją spotkania, jeżeli doskwiera nadmiar wolnego czasu bądź nuda. Mnie z pewnością nie odpowiadałaby rola "dziewczyny na zawołanie", nie pisałabym się na coś takiego. 

 Nie jest też tak, że osoby będące w takich związkach tak naprawdę boją się zaangażowania, porzucenia? Jeżeli spotykają się z kilkoma, to przecież zawsze im ktoś zostanie. Jakiś ukryty lęk przed samotnością? A może chcą spróbować czegoś nowego, a nie tylko się ograniczać? Nie lubię się dzielić, zwłaszcza bliską osobą - albo jest jakaś obietnica wierności albo do widzenia, nikt nikogo przecież nie zmusi do uczuć, prawda? Czy to nie jest oszukiwanie siebie? Udawanie, że się nic nie czuje/cokolwiek do danych osób w takim samym stopniu? Jak stwierdzić, kto jest "główną/pierwszą sympatią"? No właśnie...

 W XXI wieku coraz bardziej popularny jest taki model bycia razem. Ludzie zajęci są pracą, karierą, zarabianiem pieniędzy, nie mają dużo czasu dla drugiego człowieka, a przecież każdy wie, że związki zawsze trochę pracy wymagają - nie ma łatwo. Pędząc w tym życiowym wyścigu gdzieś po drodze gubimy ważne wartości, decydujemy się hedonistyczną egzystencję. Owszem, wszyscy żyją tak jak chcą i ustalenie "zasad" od początku jest lepsze niż ukryte podwójne/potrójne życie. Jeżeli każdej ze stron odpowiada taki układ, to gdzie tkwi problem?

 Nie określajmy tego jako związek. Nawet otwarty. Część może mi zarzucić, że przecież w nim chodzi tylko o "przyjacielskie spotkania z innymi osobami". Hmm, bzdura. Nawet mając sympatię możesz (a nawet trzeba) spotykać się z innymi znajomymi, kimkolwiek - jednak tylko od ciebie zależy jak te spotkania będą wyglądać. Więc proszę was, nie starajcie się mi wmówić, że właśnie takie rozwiązanie wymaga specjalnej nazwy. Ludzie za każdym razem na siłę będą chcieli usprawiedliwić swoje niestosowne zachowanie, bo wiadomo, że lepiej wymyślać kłamstwa niż wziąć odpowiedzialność na siebie... ale cóż, wolny wybór! Teraz wyznawcy takich związków mogą spokojnie przejrzeć listę kontaktów i zdecydować z kim spędzą dzisiejszy wieczór.. bo przecież szkoda go zmarnować. W sumie lepiej wieczór niż życie.

9 komentarzy:

  1. dla mnie to paranoja, ludzie po ślubie mieszkają w osobnych miastach, ale są razem ;

    OdpowiedzUsuń
  2. dla mnie to żaden związek, albo się kocha i chce się być z tą osobą, albo nie i wtedy spotykaj się z kim chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tak jak kudels... taki związek otwarty jest dla mnie trochę dziwny..
    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Podzielam zdanie koleżanek wyżej. Związek otwarty to nie związek, jeśli na prawdę kogoś kochamy to jesteśmy z nim szczęśliwi i koniec. Nie w głowie nam wtedy inni partnerzy ;)
    Dziękuję bardzo za komentarz, dzięki niemu mogłam tutaj wpaść... zainteresował mnie Twój blog dlatego obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jeśli ktoś wybrał związek otwarty to nie możemy go osądzać, ludzie są różni.nie każdy jest stały w uczuciach...

    OdpowiedzUsuń
  6. hahah związek otwarty- smiechu warte:P
    pozdrawiam♥ OLA

    OdpowiedzUsuń
  7. Według mnie sama idea otwartego związku jest bezsensowna - przecież to samo w sobie wyklucza bycie wobec siebie fair c:

    OdpowiedzUsuń
  8. wszystko zależy od człowieka, jego charakteru i osobowości, ale masz rację - bycie z kimś, a bywanie z innymi, wyklucza nazywanie tej relacji związkiem, gdyż nigdy związkiem takie coś nie będzie. Nie jesteśmy zwierzętami i myślę, że skoro jesteśmy z osobą do której coś czujemy, a nie możemy się z nią widywać często, nie musimy szukać innych partnerów tylko po to żeby zaspokoić swoje potrzeby...

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj, a jeżeli ci się podoba mój blog - dodaj go do obserwowanych. Będę niezmiernie szczęśliwa.

P.S - MÓJ BLOG TO NIE SŁUP OGŁOSZENIOWY!